mithos avatar
Recenzja: Apollo Justice: Ace Attorney
Autor: Przemysław Sołtysiak (poniedziałek, 21 kwietnia 2008, 00:35)

Apollo Justice, to pierwsza część nowej sagi przygód zaliczanej do serii Ace Attorney. W poprzedniej trylogii kierowaliśmy poczynaniami Phoenixa Wright’a, który z pewnych względów (które poznajemy w trakcie gry) nie jest już obecnie główną postacią. Nie będzie wielkim spoilerem, jeśli zdradzę, że nasz stary znajomy pojawia się obecnie w dwóch rolach: jako niegrywalna postać, tj. nasz nowy mentor i jako grywalny bohater, gdy cofniemy się w przeszłość, aby rozwiązać pewną niedokończoną sprawę.

Głównym bohaterem recenzowanej gry jest tytułowy Apollo Justice, którego poznajemy na samym początku jego prawniczej kariery. Jak to zwykle z początkami bywa chłopak jest przerażony i nie bardzo wie co ze sobą robić, co w sposób bezbolesny pozwala wpleść do rozgrywki tutorial. Akcja ma miejsce ponad 7 lat od ostatnich wydarzeń, znanych z Trials and Tribulations czyli trzeciej i zarazem ostatniej części przygód Phoenix Wright’a.

Czym w ogóle jest Apollo Justice – Ace Attorney? Tytuł ten należy do gatunku przygodówek w starym stylu, które od pewnego czasu przeżywają renesans na Nintendo DS. Jest to jednak zarazem pozycja na tyle innowacyjna, że wychodzi poza utarty kanon zwykłej gry przygodowej przez co zdobyła na całym świecie sporą rzeszę fanów. Recenzowany tu tytuł to już czwarta (i zapewne nie ostatnia) odsłona serii Ace Attorney, a więc nie może być (nie)stety mowy o jakiejś wielkiej rewolucji czy licznych zmianach. W niczym to jednak nie przeszkadza. Ważne jest natomiast to, że nie zepsuto tego, co dobre i lubiane.

Oprawa nie straciła nic ze swojego uroku. Postacie nadal są bardzo charakterystyczne, a ich wygląd i zachowanie wiele o nich mówią (można więc łatwo domyślić się kto jest „killerem”). Zarówno nasz nowy bohater (pomimo, że to szczyl) jak i jego nowy przeciwnik, tj. oskarżyciel Govin, po prostu dają radę. Również inne NPC wypadają świetnie. Warto zaznaczyć, że przez całą grę nie zaobserwowałem jakiegoś wybitnie denerwującego charakteru, co w poprzednich częściach miało miejsce zdecydowanie zbyt często.
Muzyka stoi, jak zawsze, na wyśmienitym poziomie. Przygrywające nam kawałki nie męczą nas ani na chwilę, w dodatku łatwo wpadają w ucho, co sprawia, że oprawę audio należy ocenić bardzo wysoko.

Sterowanie tradycyjnie odbywa się na dwa sposoby: standardowymi klawiszami lub przy użyciu ekranu dotykowego. Obydwa rozwiązania są wygodne i stosujemy je naprzemiennie, nie przykładając do tego większej uwagi (innymi słowy, kierujemy rozgrywką na różne sposoby, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, że zmieniamy sposób sterowania).

Na recenzowany tutaj tytuł składają się tym razem tylko cztery sprawy. Każda z nich stanowi oddzielny epizod, ale mimo to są ze sobą powiązane. Dzięki temu gra jest krótsza niż poprzednie odsłony. Czy to źle? Zdecydowanie nie! Gra starczy nadal na wiele długich wieczorów (na pewno ponad 20h grania), a jednocześnie unikniemy syndromu kończenia danego tytułu przez 1,5 miesiąca (kiedy już nie pamiętamy co było na początku). Każdy kolejny epizod jest bardziej rozbudowany niż poprzedni, jednakże nikt nie powinien poczuć się zagubiony. W moim odczuciu obniżył się trochę poziom skomplikowania rozgrywki, a tym samym i poziom trudności (mniej dowodów, łatwiejsze i bardziej oczywiste skojarzenia). Uznaję to jednak za zdecydowany plus, jako że praktycznie ani razu nie zdarzyło mi się zaciąć na dłużej, co nadaje grze płynności i praktycznie redukuje frustrację do zera, przy jednoczesnym zachowaniu wymogu koncentracji i sensownego myślenia (ślepe stukanie w ekran kończy się szybkim Game Over).

Rozgrywkę, tak samo jak i w każdej części Ace Attorney, możemy podzielić na dwa etapy: śledztwo oraz to, co dzieje się na sali sądowej. O ile pierwsza część wymaga od nas czynnego udziału, polegającego na prowadzaniu rozmów z napotykanymi postaciami, zbieraniem dowodów, przeprowadzania oględzin miejsca zbrodni (i innych miejscówek), o tyle druga cześć stanowi swoistego rodzaju interaktywną opowieść, w której naszym zadaniem jest nie tyle granie, co obserwowanie całej akcji oraz popychanie w kluczowych miejscach fabuły do przodu. Odbywa się to tak samo jak poprzednio poprzez prezentowanie poszczególnych dowodów lub też rzucanie charakterystycznych Objections! Jak już wspominałem powyżej gra jest bardzo logiczna i sensowna. Zwykle wystarczy tylko chwilkę pomyśleć, aby dojść do prawidłowego rozwiązania problemu (sytuacje znane z niektórych przygodówek, gdzie trzeba wsadzić gumkę od majtek do tostera, by zrobić wentylator, przy pomocy którego polecimy na księżyc, tutaj na całe szczęście nie mają miejsca).

Często jest tak, że wprowadzane do tasiemcowych produkcji (czwarta część to już chyba tasiemiec) zmiany nie są zbyt trafne. W Apollo Justice nic takiego nie ma miejsca. Wręcz przeciwnie, w znacznej mierze zlikwidowano to, co było denerwujące (np. Psyche Locks), a wprowadzone w to miejsce nowe rozwiązania (np. Perserve) są znacznie ciekawsze i mniej męczące dla gracza (dla wielbicieli Psyche Locks, mogę powiedzieć, że i ta opcja w grze występuje aczkolwiek tylko w jednym epizodzie).

Perserve jest to bardzo proste, ale zarazem ciekawe rozwiązanie. Pozwala ono wyczuć naszemu bohaterowi kiedy dana osoba kłamie poprzez obserwowanie pewnych nerwowych tików, jakie mają miejsce, gdy ktoś nie mówi prawdy. Zdolność ta nie bierze się oczywiście z kosmosu i jest w sposób jasny i w miarę przekonywający wyjaśniona w toku fabuły.

Interesujące są też interaktywne rekonstrukcje zdarzeń (np. momentu zabójstwa), które w bardzo ciekawy sposób pokazują np. tor lotu pocisku czy też rozstawienie postaci na miejscu zbrodni. Przypomina to trochę różne odsłony serialu CSI (znanego u nas jako „Kryminalne zagadki Miami/Nowego Jorku, Las Vegas) i zdecydowanie dodaje grze realizmu. Nowością są także krótkie filmiki prezentujące fabułę (np. koncert, podczas którego mają miejsce ważne dla historii wydarzenia).

EPILOG

Apollo Justice to godny następca Phoenix Wright’a. Esencja gry nie zmieniła się za mocno (po co zmieniać coś co jest bliskie ideału?), a nowe postacie czy też wprowadzone w rozgrywce modyfikacje zdecydowanie wyszły grze na plus. Mamy tutaj więc coś więcej niż tylko zwykłe dodatkowe misje, a jednocześnie zachowano klimat i wysoką jakość poprzednich odsłon serii Ace Attorney. Tytuł ten mogę z całą odpowiedzialnością polecić każdemu, obojętnie czy w poprzednie części sagi grał czy też nie.

PS Minusy są zdecydowanie przejaskrawione i nie powinno ich być, ale coś musiałem napisać, bo inaczej cenzura nie puści tekstu.

Sprawdź również:

Dodaj do: dodajdo




Komentarze:
7 komentarzy w "Recenzja: Apollo Justice: Ace Attorney"
  1. # mihoshi, 21 kwietnia 2008 o 08:10

    Własnie ostatni minus IMO jest bardzo pasujący - ciekawe i bogate postaci z Phoenixa zamieniono na mdłe i bezbarwne charaktery z Apollem na czele. No, i Phoenix jest teraz zulem i panem zagadkowym, podobnie przetrzepano charakter Emie, która z fajnej dziewczyny wyrosła na wiecznie marudząca i niezadowolona kobiete. GIGANT minus, IMO przez to gra zasluguje na maks 7.

  2. # Sky Ace, 21 kwietnia 2008 o 10:03

    Cenzura, to powinna i tak się dobrać do tego tekstu, bo literówek i błędów kupa (G*a*vin, Per*cei*ve itp) ;P

    A postacie są denerwujące, ale trzeba pamiętać, że dla poprzednich mieliśmy 3 gry, a w tej dopiero jedną.

  3. # Kraven PL, 21 kwietnia 2008 o 10:22

    Adwokatura i kryminalne zagadki do rozwiklania? Brzmi swietnie.
    Mnie troche razi ten ogrom skapujacej z ekranu japonszczyzny, ale np. wspomnienia z takiego Advance Wars z GBA mam bardzo dobre wiec chyba powoli ostatecznie dojrzewam do decyzji o poszerzeniu growych horyzontow i powakacyjnej sprzedazy PSP na rzecz konsolki Nintendo.

  4. # Don Simon, 21 kwietnia 2008 o 10:51

    Koncze pierwsza czesc Phoenix Wright i muzyka jest raczej koszmarna. Czy w kolejnych czesciach jest cos lepiej?

  5. # pagrab, 22 kwietnia 2008 o 17:03

    Moim zdaniem muzyka jest słaba we wszystkich Phoenixach. Nie wiem jak jest w Apollo, bo jeszcze nie mam tej gry.

    Nie do końca rozumiem, czemu 4 sprawy to ma być krócej niż Phoenix. W dwójce Phoenixa też były 4 sprawy. Nie zmienia to faktu, że jak na przygodówki, 20h to bardzo długo.

  6. mithos avatar # Przemysław Sołtysiak, 24 kwietnia 2008 o 14:21

    Muzyka w kolejnych częściach (2 i 3) jest IMO gorsza niż w Phoenixie 1. Natomiast w Apollo Justice bardzo mi sie podoba. Oczywiście jest to wyłącznie moje subiektywne odczucie.

  7. # ltj, 26 kwietnia 2008 o 13:14

    (moze zawierac spoile czytaj na wlasne ryzyko!)
    Wczoraj skonczylem ta gre, jak dla mnie super ale 9.5 bym nie dal, fabula rozbudowana i ‘poplatana’ trzeba przynac ale troche malo zaskakujaca, co do postaci Phoenixa to nie mam zastrzezen, podoba mi sie w jaki sposob ewoluowal jego charakter, i nie nazwalbym go ‘dziadem’ tylko rewolucionista, ktory walczy o lepszy system prawny, Ema tez zostala nie najgorzej przedstawiona. Wiadomo wszyscy be chcieli widziec ja jako forensic scientist (nie wiem jak to jest po polsku), a ona zostala… detektywem. Wyraznie widac ze nie pasuje jej ta pozycja i stad jej wieczne niezadowolenie, ale jak przyjrzymy sie jej zachowaniom z pierwszego AA (dodatkowy ep) to mozna zauwarzyc ze dziewczyna poza wybujala wyobraznia nie miala zbyt duzych zdolnosc, a wnisoki do jakich dochodzila byly dalekie od zdrowego rozsadku, no ale to tyle na temat ‘dawnych postaci’. Co mi sie nie podobalo, po pierwsze stare modele podczas procesu ‘z przeszlosci’ cala gra w nowej oprawie a tu podczas procesu wrzucono stary model (rysunek) Phoenixa stara sale sadowa z okrojona paleta kolorow i nowy model mlodego Gavina ktory odcinal sie od reszty… mnie to osobiscie draznilo, druga sprawa to pominiecie innych waznych postaci z poprzednich czesci Mia, Maya itp. nie chodzi o to oczywiscie zeby je na sile gdzies wciskac ale jakies slowko wspomnienia mogloby sie pojawic a po trzecie to czasami zbyt oczywiste rozwazania. Teraz pozostaje jedynie czekac na Gyakuten Kenji gdzie bedzie mozna spojrzec na cala sprawe z tej drugiej strony sali sadowej.

Musisz być zalogowany aby pisać komentarze.