![]()
|
Blog > Komentarze do wpisu
po prostu gotuj
środa, 23 kwietnia 2008, reuptake
TrackBack
Komentarze
2008/04/23 23:52:07
W jednej z moich byłych firm dla pracoholików po 18 można było zamawiać pizzę na koszt firmy ;-] Ale i tak ich nie lubię ;-)
2008/04/24 00:01:00
W IDG wychodzę z pokoju, wsiadam do windy i zjeżdżam dwa piętra wprost do "Szczura", czyli całkiem przyjemnej jadłodajni. Firma stawia symboliczny dodatek finansowy do posiłku, który zalicza się przyłożeniem karty magnetycznej do czytnika. Karmią nieźle, wygoda ogromna. Obok nas korzystają z tego cztery inne firmy w tym biurowcu (Jordanowska 12).
Oprócz tego co rano przyjeżdża jeszcze Pan Kanapka, czyli samochodowy catering, więc można sobie kupić rewelacyjnie smaczne kanapki i sałatki - dość drogie, ale mają świetne pieczywo. 2008/04/24 00:04:14
I jeszcze o pismaczych zwyczajach - naśmiewałem się kiedyś w PCkurierze z przywiązania dziennikarzy do dobrej kuchni na konferencjach:
wimmer.neostrada.pl/felietony/pcq0025.html 2008/04/24 00:08:55
@prwimmer: no wyobraź sobie, jakby nie było tej stołówki... przecież to jest kompletna pustynia.
2008/04/24 00:13:21
Zgadza się, wiocha, małe domki - jedyna cywilizacja to skrzyżowanie Marsa i Płowieckiej oraz Geant 1000 metrów dalej. Nie licząc firmy Miguta po drugiej stronie Marsa :-)
2008/04/24 02:20:46
Weź przestań, jak w ostatniej pracy wychodziłam na obiad to było źle widziane... a ja muszę zjeść bo inaczej mdleję... no, ale co to kogo obchodzi? Toteż machnęłam ręką na pracownię i zostałam wolnym strzelcem w swoim fachu. Przynajmniej wiem co jem :)
2008/04/24 08:28:44
w moim prywatnym rankingu kantyn na najwyższym miejscu jest stołówka w Citibanku na Senatorskiej 12 (choć to Sodexho) za kanapki robione na życzenie i sensowne dania wegetariańskie (z myślą o expatach z Indii). najgorzej wspominam jedzenie w ING na placu Trzech Krzyży (jadałam tam gościnnie) i w ITI, choć to chyba też Sodexho - tłuste, ciężkie, nieapetyczne i jakby z dodatkiem sody, od której pieką wargi - serio!
co ciekawe pracę w Citi też wspominam najlepiej. przez żołądek do serca pracownika? :) ALE nawet najlepsza stołówka nie przekona mnie do powrotu na etat :) 2008/04/24 10:08:34
Coś w tym jest; jednym z powodów, dla których przestałem pracować w Dziale, Który Miał Stworzyć Sukces Polskiej Informatyki I Zawładnąć Światem, było niezbyt zróżnicowane menu - zamawiana pizza dominium oraz wietnamszczyzna - firma mieściła się na peryferiach miasta, gdzie nie było nic w pobliżu. Pewnego razu nawet zorganizowaliśmy się i gotowaliśmy własnym sumptem normalne obiady w firmowej kuchni. Przez dwa tygodnie było dobrze, ale skończyło się to tym, że oficjalnie "kuchenka się zepsuła".
Gość: Denken, n4.idg.com.pl
2008/04/24 10:08:43
@prwimmer&reuptake
No nie do konca taka pustynia - najlepsze flaki w miescie sa wlasnie na rogu, jest Villa Moldavia fakt ze po jak to Pawel zauwazyl 'po pismaczym' bywaniu na konferencjach troche ciezko zjesc cos za swoje (w jakims stopniu) i byc podobnie zadowolonym ;) + moze jestem skrzywiony i jade 50km do pracy ale dla mnie basen rano w odleglosci ~1,5km od pracy to prawie pod budynkiem ale jego odleglosc w czasie to 2-3minuty... A co do zadowolenia i latwosci rekrutacji - nie zauwazylem 'niestety' zeby obecnie ktorykolwiek z kandydatow do programistycznej pracy jakkolwiek zareagowal na kwestie stolowki itp. - mam wrazenie ze jednak bardziej interesuja ich $$$ choc moze ja na jakis innych i dziwnych trafiam ;) 2008/04/24 10:11:42
@denken: masz faktycznie inną definicję "blisko", jeśli ta villa moldova to knajpka w ok. panoramy (oszczędzę opisów tego, co ze mną się działo po lunchu tam ;-))
2008/04/24 11:21:45
Heh... Zawsze mi się wydawało, że zapewnienie pracownikowi lunchu leży jak najbardziej w interesie *pracodawcy*. Po pierwsze, zadowolony pracownik to zazwyczaj pracownik bardziej efektywny. Po drugie, kiedy pracownik musi daleko iść po jedzenie i z daleka wracać, to w tym czasie zazwyczaj nie pracuje...
Bardzo podobało mi się rozwiązanie stosowne przez firmę, w której pracowałem w Holandii. Codziennie około 13 jedna osoba (która tego dnia była najbardziej głodna) brała składkowe pieniądze, szła do Alberta, kupowała chleb, ser, wędliny, mleko etc. Następnie siadaliśmy całą firmą do wielkiego stołu konferencyjnego i wspólnie robiliśmy i jedliśmy kanapki. Z jednej strony, było to bardzo wygodne. Z drugiej strony, doskonale wpływało to na atmosferę w biurze. Oczywiście, firma była dość mała, jednak chyba dałoby się po modyfikacji wprowadzić ten zwyczaj również w większych firmach.
Gość: Denken, n4.idg.com.pl
2008/04/24 13:21:16
@reuptake - tak to ta ja jednak kilka razy nawet bywalem zadowolony ;) Tak sadzilem ze dojazd tych 50km powoduje ze 1 przystanek autobusem jakos nie robi wrazenia ;)
2008/04/24 17:03:59
Przez trzy ostatnie kwartaly 2006 pracowalem w Waszyngtonie, DC przy korekcie wynikow finansowych pewnej bardzo duzej korporacji, a ze zarzad obiecal ich KPWiG zlozenie tych papierow z koncem roku, pracowalismy w porywach do 60 godzin tygodniowo, a wiec firma fundowala wszystkim darmowa kolacje o 20 wieczorem (steki, hinduskie wegetarianskie potrawy, pizza, deser, owoce morza) dla kilkuset konsultantow... Nie tylko Google ma gest :-)
Ich stolowka byla nie jest zla, za $6 mozna zjesc naprawde dobre potrawy, jak pieczony indyk w sosie borowinowym, hamburger, lub sushi :-) 2008/04/25 09:30:45
To jest duży plus pracy w centrum Gdyni przy Świętojańskiej. Żarcie dowolnego rodzaju o parę kroków. Dla ceniących wagę portfela jest bar mleczny.
Jak pracowałem w Pruszczu Gdańskim, to jedzonko tylko przywiezione z domu, albo zamówiona pizza. Chińszczyzna na telefon była dobra, tylko koszmarnie droga. Jeszcze jedno. Jak się wychodzi na jedzonko poza firmę - ważny jest luz czasowy. Żeby człek miał możliwość nacieszyć się jedzeniem, a nie wciągał oby szybko, bo szef przy drzwiach z zegarkiem czeka... Pod tym względem akurat jedynym niechlubnym wyjątkiem była firma w Pruszczu ;P 2008/04/25 22:35:02
Osobiscie preferuje dostac ta kase do reki i 45 minut i zjesc co chce i gdzie chce, niz byc zdanym na stolowke w firmie... Pewnie dlatego, ze miesa nie jadam - wybor wtedy marny. Wiec jak dla mnie, rekompensata takiego wyzywienia by byla tez duzym plusem :) Ale przede wszystkim wolny czas na posilek to podstawa. Bo o te kilka zlotych chyba nikt nie bedzie walczyl... Mialem kiedys przyjemnosc byc zywionym pizza, bowiem firma podpisala traktat pokojwy z lokalna pizzeria i byly wielkie znizki :) Takie dowozenie roznego zarcia do firmy na umowy to mysle jest przyszlosc...
|
Dziś w naszym anonsie, który zamieściliśmy w sieci, zaczynamy takim akapitem:
"MniamMniam.pl w związku z dynamicznym rozwojem poszukuje do współpracy programisty php do istniejących i nowych projektów. Oferujemy: - pracę przy fajnych projektach, - dobrą atmosferę i pyszne posiłki podczas sjest,......"