The Pirate Bay ma 12 milionów użytkowników - co na to wytwórnie?

  • Świat
  • Grzegorz Marczak
  • 3,462 views
  • 25 kwiecień 2008 21:38


The Pirate Bay to chyba jedna z najbardziej znienawidzonych stron przez wytwórnie filmowe i muzyczne. Każdy atak wymierzony w ten serwis odnosi odwrotny do zamierzonego skutek, rośnie ilość użytkowników a serwis nadal działa - a na dodatek Pirate Bay czasami się odgryza.

Torrentfreak.com - właśnie poinformował, że Pirate Bay osiągnął 12 milionów użytkowników (i nie jest to serwis społecznościowy lecz tracker torrentów!). Poza ilością użytkowników Pirate Bay jest również dumny z tego, że stosunek ludzi udostępniających pliki do tych którzy je ściągają wynosi 50% co wpływa na prędkość dystrybucji plików.

If You Can’t Beat Them, Join Them - na razie branża rozrywkowa nie chcą zastosować się do tej zasady. Oczywiście nie oznacza to, że artyści czy producenci powinni teraz rozdawać swoje utwory, programy i filmy za darmo ale nie można też cały czas walczy i cały czas przegrywać.

To, że można inaczej pokazał zespół Radiohead - który wyszedł z układu z wytwórnią muzyczną i postanowił oddać swoje utwory prosto w ręce słuchaczy w internecie - każdy mógł decydować o tym ile chce zapłacić za pobranie muzyki. O wynikach tej akcji było głośno - już po tygodniu na koncie zespołu było 10 milionów doalrów

Jeszcze inny sposób na “tanią” muzykę przedstawił Apple, którego jednym z pomysłów jest udostępnienie muzyki za darmo w itunes , koszty związane z muzyką były by rekompensowane przez wyższą cenę urządzeń Ipod (bardzo podoba mi się ten pomysł)

Last.fm to kolejny przykład na to co można zrobić z muzyką - wprawdzie nie do końca za darmo ale przy naprawdę niewielkich opłatach słuchamy czego chcemy.

Ciekawy jestem jak waszym zdaniem będzie w przyszłości wyglądał rynek muzyczny i sposób dystrybucji muzyki? - ja nie wierzę w to aby “wytwórnie” były w stanie obronić teraźniejszy model biznesowy.

Popularity: 3% [?]

Tagi: , , , ,


Branżowe oferty pracy (Dodaj nowe ogłoszenie):

Komentarze

    • MyAvatars 0.2
    • [...] tak zaczynam się zastanawiać nad tym wszystkim…artykuł na antyWebie mnie do tego zmusił THE PIRATE BAY MA 12 MILIONÓW UŻYTKOWNIKÓW - CO NA TO WYTWÓRNIE?. Co prawda sprawa się ciągnie dość długo ale robi się coraz ciekawiej. Tak jak wiadomo, że [...]

    • MyAvatars 0.2
    • Moje zdanie jest proste - jestesmy zlodziejami. Wciaz szukamy usprawiedliwienia na to ze bezczelnie kradniemy czyjas tworczosc i prace, a to ze za drogo, a to ze nie placimy tworcy tylko posrednikom, ze program ma jakies bledy, bo inni tez kradna … nikt, nikt nigdy nie pieprzyl takich glupot jesli chodzilo o np karte graficzna, nikt nie marudzil ze przesylka z tajwanu do ue a potem tirem do pl to koszta, ze cla i podatki, ze krzem jest tani, nikt nie szedl i nie kradl z wystawy sprzetu tylko bral tysiaka i kupowal karte zeby porznac w kradzione gry. Utwory, program sa tak latwo dostepne ze czlowiek cywilizowany dostaje zajoba i kradnie, usprawiedliwa sie potem wymowkami ze jest zlodziejem. Do niedawna jeszcze slyszalem ze windows jest za drogi, ile teraz kosztuje oem visty 250pln ? wydnej raz na 3-5lat do tego pewnie jeszcze taniej z laptopem.

      Moim zdaniem kazdy tworca winien miec prawo do decydowania o swoim dziele, tak jak nie stac mnie na auto to go nie kupuje tak jesli uwazam jakas plyte za droga to jej nie slucham. Nie mamy szacunku dla czegos co nie ma materialnego ksztaltu.

      Przyklad radiohead - dobre posuniecie, ale oni sa znani, mali bez PR sobie nie dadza rady - najczesciej przeciez jako ciemna masa kupujemy to co jest wypromowane przez kogos. Dotego dochodzi ‘zasada wdziecznosci’ ktora ma tu miejsce, ktos cos nam dal wiec czujemy dyskomfort i chcemy sie odwdzieczyc - jak dlugo ta idea przetrwa jesli wszyscy beda dawac swoje utwory?

    • MyAvatars 0.2
    • Warto też wspomnieć o Jamendo

    • MyAvatars 0.2
    • Z racji tego, ze przez kawalek mojego czasu zajmowalem sie muzyka od strony glownie dziennikarskiej, to moge troszke wiecej odpowiedziec o nowinkach zwiazanych z przyszloscia muzyki. Po pierwsze przyszloscia formatu beda pliki z bezstratna jakoscia pokroju Flac. Zadne tam mp3. Po drugie nie wiem, czy ktos zauwazyl, ale w przeciagu ostatnich kilku lat zwiekszyly sie umieszczanie probek. Najwieksze sieciowe sklepy z plytami typu Juno czy 7 Digital umieszczaja juz jednominutowe probki, a czasami i o 30 sekund dluzsze. Dla przypomnienia kiedys standartem byly 30-sekundowe sample. Nikt nie myslal wtedy, ze ta ‘darmowa’ przestrzen sie zwiekszy.

      Co do Radiohead - podobny chwyt zastosowali Nine Inch Nails. Warto tylko jednak przypomniec, ze WIEKSZOSC userow, ktorzy sciagali album Radiohead nie zaplacili wiecej niz 1 dolara. A to oznacza, ze nawet fani nie sa szczodrzy placic zbyt duzo za plyte swojego ulubionego artysty. Warto takze tutaj zaakcentowac fakt, ze na taki czyn moga pozwolic sobie jedyne zespoly / artysci, ktorzy maja wieloletnia ugruntowana renome i szerokie audytorium.

      Wspomniales o Apple. A ja slyszalem o innym projekcie, choc niestety nie pamietam jego adresu. W skrocie - czlowiek sciaga muzyke za darmo, a wszystko jest rekompensowane przez pojawiacie sie reklamy na sajcie.

      Last.fm w sumie nic nowego nie odkryl. W sumie polaczyl kilka elementow, ktore byly do tej pory dostepne (panel z eventami, flashowy player do odsluchiwania muzyki) w jedna calosc. Choc trzeba takze oddac mu hold za umieszczenie panelu z podobnymi artystami. Czasami sluchac swojego ulubionego muzyka, mozna przez przypadek trafic na bardzo smaczne kaski.

      Moim zdaniem dystrybucja muzyki bedzie rozwijala sie dwutorowo:
      - przez oddolne projekty badajace preferencje sluchaczy w stylu
      http://www.sellaband.com czy http://megatotal.pl/
      - rozwinieta siec netlabeli, ktore darmowych platform (ktorych jest teraz przewazajaca ilosc) beda przechodzily w strone ukomercjalizowania swoich wydawnictw poprzez np. obowiazkowe wplaty za sciagnieta plyte. Mowie tutaj glownie o niezaleznych oficynach. Zreszta one, podobnie jak majorsi, maja jeden problem - strasznie jak ognia unikaja glebszego wchodzenia (czytaj - inwestowania) w siec. Zreszta wiele cenionych netlabeli istnieje juz od wielu lat, np. dziesieciu ( http://www.thinner.cc, http://www.mono211.com, http://www.kahvi.org ) i idzie im calkiem dobrze.

    • MyAvatars 0.2
    • Trochę się zagalopował TF a ty za nim Grzegorzu, ale już tłumaczę.

      Trackery TPB są otwartymi trackerami. Jeśli ktoś stworzy torrent’a i doda do niego tracker TPB (nie pamiętam czy nie jest zobowiązany do upload’u później tego pliku na stronę, aby go tracker nie odrzucał) i udostępni ten torrent na swojej stronie, to TPB liczy peery tego torrent’a jak swoje. Co nie znaczy że jakikolwiek użytkownik pobierający ten plik, musiał akurat odwiedzić TPB :).

      TorrentFreak się po prostu zagalopował, 12 mln komputerów (chociaż nie wiem jak ta liczba jest zbliżona do faktycznej ilości unikalnych maszyn) korzysta z trackerów TPB a faktyczny ruch mają zdecydowanie mniejszy.

    • MyAvatars 0.2
    • Łukasz - przed cytowaniem TF sprawdziłem bloga The Pirate Bay i tam też była informacja o 12 milionach peerów - możliwe, że nie każdy peer jest klientem PB ale z drugiej strony nawet gdyby ta liczba miała być mniejsza o 30% to i tak jest to niesamowity wynik.

    • MyAvatars 0.2
    • Gorąco polecam artykuł koleżanki redakcyjnej: news.torrent.pl/.. zwłaszcza dla @1 :), który tak ochoczo szasta inwektywami w ludzi, nie znając chyba ich znaczenia.

      @5 hazanie, ta liczba jest mniejsza o 50-80% dzisiaj najczęściej odwiedzanym serwisem jest mininova (dwukrotnie więcej niż TPB), natomiast jeśli chodzi o popularność trackerów TPB to niezaprzeczalnie są pierwsi, ze względu na innowacyjność i niezawodność, ostatnie lata pokazują, że są po prostu niezatapialni.

      Torrentz parę miesięcy temu miało 1 mln użytkowników dziennie (TPB trochę więcej), Mininova będzie miała około 2,5 mln (świętowali 4 mld pobranych plików niedawno).

    • MyAvatars 0.2
    • Zgadzam sie z autorem pierwszego komentarza. Autorzy miec prawo do decydowania a losach swojego produktu (muzyki,filmu,programu). Jawnym dowodem na tak jak bardzo mamy gdzies cudza wlasnosc intelektualna jest nawet korzystanie z tzw. Wolnego Oprogramowania ktorego licencji nikt nie czyta i mysle ze jak moze sciagnac za free i jest znaczego “open source” to moze zrobic wszystko.

      Oczywiscie - (prawie) kazdy zaczyna od “lewego” softu, po co placic bogatemu MS czy Adobe, jak mozna zarzucic Torrenta, jednakze warto z czasem sie “legalizowac”. Jedni moga zrobic to dla czystego sumienia a drudzy zeby miec staly legalny update softu.

      Bylem swiadkiem kilkudziesieciu dyskusji nt. tego czy sciaganie softu/muzyki to kradziez czy nie i za kazdym razem “eksperci” podwazali okreslenie “kradziez” w stosunku do pobierania plikow bez posiadania prawa do tego. Coz, na dzien dzisiejszy to jedyne pasujace slowo, przynajmniej ja innego okreslenia nie znam (byc moze moj zasob slow jest niewielki).

      Ludzie ktorzy legalnie pobieraja utwory/oprogramowanie bez posiadania praw do ich odtwarzania/uzytkowania to najzwyklejsi zlodzieje (jeszcze raz podkreslam - nie ma w tej chwili innego, aktualnego okreslenia tego procederu).

      @lukasz bien - Twoja redakcyjna kolezanka napisala artykul-bzdure i tyle (nie oczekuj konstruktywnej krytki).
      Ilosc “argumentow” i “fatkow” przypomina typowy artykul ktoregos z brukowcow, gdzie przytacza sie opinie tylko popierajace teze autora.

    • MyAvatars 0.2
    • (p.s. pisalem pozno i znowu zapomnialem paru wyrazow )

    • MyAvatars 0.2
    • @7 dc,

      musisz mieć na prawdę ubogi słownik, że dla ciebie jedyne pasujące słowo do pobierających z sieci p2p to złodzieje a to co robią to kradzież. Więc po kolei.

      Twórca ma prawo decydować na jakiej licencji udostępnia swój utwór, Wolne Oprogramowanie udostępnianie na licencjach GNU/GPL ma na ogół zawsze tą samą licencję, dostępną na odpowiednich stronach projektów. Czy czytanie lub nie tej licencji to jakaś ignorancja? Absolutnie nie, bo takiego utworu nie można ukraść lub wykorzystać niezgodnie z celem.

      Kopiowanie (udostępnianie) oprogramowania jest nielegalne (nie ważne w jakich celach) o tym powinieneś wiedzieć, więc pytanie „po co płacić” jest w tym miejscu absolutnie bezsensu, bo po prostu trzeba kupić i używać legalnego — sumienie nie ma tu nic do tego. Jeśli chodzi o aspekt społeczny i ekonomiczny, to trzeba sobie zadać pytanie, kogo stać aby na dzień dobry gdy chce założyć firmę kupił oprogramowanie za 10 tys pln, dlaczego nie tworzy się programów dla „pierwszych właścicieli” lub sprzedaje na raty? Jedynym programem w Polsce jaki jest to Adobe dla Studenta, z którym także było wiele zawirowań (licencja zmieniała się z tygodnia na tydzień) a takich inicjatyw potrzeba więcej.

      Nie wiem z kim dyskutowałeś, ale określenia takie jak : kradzież, złodziej czy pirat — to są metki, które nadały gazety (twoje brukowce) i organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi żeby zaistnieć, a nie faktyczne określenia tego procederu. Jedyne słowa, które odnoszą się do tego tematu to ‚kopiujący’ lub ‚udostępniający’.

      »Ludzie ktorzy legalnie pobieraja utwory/oprogramowanie bez posiadania praw do ich odtwarzania/uzytkowania« – sam sobie zaprzeczasz. Jeśli użytkownik ma prawo do skopiowania utworu, ponieważ pozwala mu na to instytucja dozwolonego użytku osobistego to jest to w pełni legalny sposób na posiadanie takiego utworu. To czy złamie prawo to kwestia jak wykorzysta ten utwór. Nic tu nikomu nie ukradziono.

      Nie wszyscy są w stanie podyskutować na poziomie na ten temat, to że jesteś ignorantem widać naocznie, na postawione tezy czy argumenty odpowiadasz, że to „bzdura”. Artykuł nt. moralności pokazuje jej opinie, gdybyś przeczytał więcej niż jedną linijkę z każdego akapitu, może byś się czegoś ciekawego dowiedział i potrafił postawić kontr-argumenty. Najbardziej cieszy mnie w tej sytuacji jedno — to historia zweryfikuje faktyczny wpływ sieci p2p na pojęcie własności intelektualnej i społeczeństwa informacyjnego; nie ty czy my.

      A jeśli chodzi o moje zdanie na twój temat, mogę powiedzieć, że tak strasznie zawsze masz tu dużo do powiedzenia, twoje przycinki do hazan’a zawsze mają jakieś argumenty — tym razem zszedłeś do najgorszego poziomu, na którym można prowadzić (pseudo) dyskusję — nie dałeś żadnych, szufladkując innych ot tak.

    • MyAvatars 0.2
    • @lukasz:

      “musisz mieć na prawdę ubogi słownik, że dla ciebie jedyne pasujące słowo do pobierających z sieci p2p to złodzieje a to co robią to kradzież. Więc po kolei.”

      W zasadzi przewidzialem ze uzyjesz tego “argumentu” - wiec gdybys mogl oswiecic takiego prymitywa jak ja i uzyc wlasciwego terminu dla tego procederu?

      “sam sobie zaprzeczasz. Jeśli użytkownik ma prawo do skopiowania utworu, ponieważ pozwala mu na to instytucja dozwolonego użytku osobistego to jest to w pełni legalny sposób na posiadanie takiego utworu. To czy złamie prawo to kwestia jak wykorzysta ten utwór. Nic tu nikomu nie ukradziono.”

      To raczej Ty sobie przeczysz. Legalne wejscie w posiadanie noza nie czyni z Ciebie zabojcy.
      Ludzie sadza ze jezeli mozna cos sciagnac - to mozna tego w legalny sposob uzywac.

      “kogo stać aby na dzień dobry gdy chce założyć firmę kupił oprogramowanie za 10 tys pln, dlaczego nie tworzy się programów dla „pierwszych właścicieli” lub sprzedaje na raty?”

      Jezeli mnie na cos niestac - poprostu tego nie uzywam.
      Nie stac mnie na nowe BMW, wiec nie proboje wejsc w jego posiadanie w inny sposob niz zakup.

      “Nie wiem z kim dyskutowałeś, ale określenia takie jak : kradzież, złodziej czy pirat — to są metki, które nadały gazety (twoje brukowce) i organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi żeby zaistnieć, a nie faktyczne określenia tego procederu. Jedyne słowa, które odnoszą się do tego tematu to ‚kopiujący’ lub ‚udostępniający’.”

      Alez oczywiscie:) Moze “skopiujmy” logo Apple, Sony albo BMW. Co Ty na to? Albo program ktorego jestes autorem i siedziales 2-3 lata nad jego opracowaniem w celach pozniejszego zarobku?
      Osoby ktore legalnie “kopiuja” soft panicznie boja sie okreslenia zlodziej.

      Sam jestem autorem oprogramowania, pracuje w branzy od 11 lat, niewyobrazam sobie zebym mogl obojetnie przejsc obok osoby ktora uzywa mojego softu bez oplacenia licencji.
      PROBLEM BEZPOSREDNIO MNIE DOTYCZY. A takich pseudo-rozmowcow ktorzy lubia mowic o czyms o czym nie maja pojecia - mamy cale mnostwo.
      TO MNIE BIJE PO KIESZENI PIRACTWO, NIE CIEBIE.

      Twoje argumenty przypominaja mi tlumaczenia zlodziei samochodow sprzed 15 lat, ktorzy zlapani na goracym uczynku tlumaczyli ze samochod zostal pozyczony i mieli zamiar go oddac.

    • MyAvatars 0.2
    • [...] z blogów jakie regularnie czytam. Hazan odniósł się tam do ciekawej notki informującej o sukcesach serwisu The Pirate Bay, jeśli oczywiście można mówić o sukcesach w kontekście prowadzonej przez nich działalności. [...]

    • MyAvatars 0.2
    • @11 dc1:

      To ty twierdzisz, że każdy kto korzysta z takich serwisów jak TPB to złodziej, więc twierdzenie »Legalne wejscie w posiadanie noza nie czyni z Ciebie zabójcy.« jest niezgodne z tym co wcześniej mówiłeś. Zdecyduj w końcu czy użytkownik TPB to złodziej czy nie.

      „Ludzie sadza ze jezeli mozna cos sciagnac - to mozna tego w legalny sposob uzywac.” — a dlaczego mieliby uważać inaczej? jeśli prawo im zezwala na pewne pola eksploatacji takiego utworu.

      „Nie stac mnie na nowe BMW, wiec nie proboje wejsc w jego posiadanie w inny sposob niz zakup.” — absurdalny argument, porównujesz sytuację wejścia w posiadanie rzeczy fizycznej, z wejściem w posiadanie kopii utworu w formie elektronicznej, w ww. linku jest akapit poświęcony tej kwestii, polecam przeczytać, jest to bardzo ładnie i prosto wytłumaczone.

      „Alez oczywiscie:) Moze “skopiujmy” logo Apple, Sony albo BMW. Co Ty na to? Albo program ktorego jestes autorem i siedziales 2-3 lata nad jego opracowaniem w celach pozniejszego zarobku?
      Osoby ktore legalnie “kopiuja” soft panicznie boja sie okreslenia zlodziej.” — niezbyt chyba dokładnie przeczytałeś mój poprzedni komentarz i treść artykułu we wspomnianym wyżej linku, z których jednoznacznie wychodzi, że zarabianie na czyjejś pracy jest poza wszelkimi granicami moralnymi czy sumienia. Po drugie, człowiek, który popełnia plagiat loga Apple nie jest złodziejem, jest zwykłym idiotą, bo mu interes zamkną szybciej niż się spodziewa :). Po trzecie o ile nie jesteś producentem/twórcą to w Polsce raczej nikt nie ma prawa do kopiowania/powielania oprogramowania, nie ważne w jakich celach. Zastanawiałeś się jaki wpływ ma korzystanie z nielegalnej kopii windows’a na umiejętności, przyszłe wybory osób, które wychowały się na nim, a trafiły na ten system, ponieważ ktoś im go zainstalował albo dostał płytkę od sąsiada? [To samo może się tyczyć np.: Adobe Photoshopa, Linux'a lub innego oprogramowania].

      „Sam jestem autorem oprogramowania, pracuje w branzy od 11 lat, niewyobrazam sobie zebym mogl obojetnie przejsc obok osoby ktora uzywa mojego softu bez oplacenia licencji.” — pytanie zasadnicze, w jakim celu? Ja też tworzę od lat oprogramowanie, grafikę, serwisy internetowe, piszę teksty do ww. serwisu (których kopie są już po godzinie na innych stronach o podobnej tematyce) i nie nazwałem jeszcze nikogo złodziejem. Więc z łaski swojej nie obrażaj mnie od pseudo-rozmówców, jeśli się nie ma argumentów lepiej się nie odzywać. Spędź trochę czasu nad tą tematyką, może wtedy będziesz mógł podyskutować sensownie.

      Przepraszam hazanie, za odejście od wątku i ciągnięcie tego. W ramach odpowiedzi na pytanie, które zadałeś w ostatnim akapicie odpowiem dość krótko.

      Uważam, że wytwórnie nie są wstanie wybronić się od zmiany modelu biznesowego, jednak nie można też społeczeństwa zostawić na pastwę losu, nasze pokolenie jest pierwsze, już rośnie kolejne, które wychowuje się od początku na sieciach p2p i w tym momencie powinna zacząć się edukacja. Chodzi o wyrobienie w ludziach poczucia szacunku do czyjejś pracy, aby odwdzięczyli się wybranym w formie finansowej. Mówię tu wyłącznie jeśli użytkownik dany utwór wykorzystuje niekomercyjnie. W przypadku komercyjnego wykorzystania za utwory powinno się płacić odpowiednie stawki, z których większa część musi iść do twórcy.

    • MyAvatars 0.2
    • Łukasz:
      Od początku:
      MAsz prawo decydować o tym co stworzyłeś. Jasne? NIkt iny tego prawa nie ma. NIkt inny nie ma żadnych praw do tego programu. Bez mojego pozwolenia nie możesz z nim nic zrobić. To jest chyba oczywiste, nie?

      Autor sprzedaje licencje. Autor decyduje co jest w tej licencji. Konsument ma prawo kupić, albo nie. Jasne?

      Autor ci może dać różne prawa, ale to on decyduje. Może ci pozwolić na wszystko (jak chyba NiN), może ci tlyko na odtwarzanie. To autor wybiera, nie ty. Jak ci się nie podoba, jest tona innych rzeczy, programów, muzyki, a jak nie to stwórz własne, skoro nie chcesz się zgodzić na warunki autora.

      Jasne?

      Więc jak ściągasz coś z neta to robisz to wbrew twócy. Może on i na tym zyskuje (co jest częstym argumentem), ale on tego nie chce. Wybrał, ten sposób licencji i ty nie możesz tego zmienić. NIe możesz. NIe. NIe. NIe. On jest twórcą on decyduje. Może wybiera źle, ale to on decyduje. Może wiesz lepiej, ale to on decyduje, bo to jest prawo.

      Jak ktoś chce może opierać się na jakiś GNU, ale jak nie chec, to nie można go okradać!

  • dodaj komentarz

REKLAMA

Subskrycja RSS

    • RSS

      Zapisz się do kanału RSS antyweb
    • RSS komentarze

      Zapisz się do kanału RSS antyweb

WSPÓŁPRACUJĘ, PATRONUJĘ

  • LaunchIT - weź udział w badaniu


  • Targi Start-upów

  • Tuba03 - o blogach

Ankieta

Reklama

Ankieta

Hosting - Hostersi