|
Wyszukiwarka software'u |
Blog > Komentarze do wpisu
Twarz masz tylko jedną
Vadim Makarenko i Piotr Mączyński opublikowali w sobotniej Gazecie (dostępny także w Sieci - polecam) artykuł "Jak nas nabierają w Internecie" - o marketingu wirusowym stosowanym przez samych producentów lub wynajętych przez nich marketerów. Z artykułu wyłania się dość ponury obraz powszechnego łgarstwa zalewającego Internet, którego celem jest sztuczne podbijanie zainteresowania jednymi produktami, a pognębianie innych. Rzecz nie jest nowa, bo stosują ją od dawna zachodnie firmy, gdy jeszcze nam się nie śniło o Internecie. Kiedyś, po wejściu na amerykański rynek jakiegoś modelu samochodu, dajmy na to "xx", w gazetach pojawiły się wkrótce masowo, w drobnych ogłoszeniach motoryzacyjnych, anonsy w rodzaju "sprzedam samochód xx", co miało oczywiście sugerować powszechne rozczarowanie modelem. Akcja ta, przeprowadzona zapewne przez konkurencję, stała się jednym ze sztandarowych przykładów nieuczciwej reklamy negatywnej (choć można docenić jej dowcipną formę). Na twarz człowiek pracuje latami, a stracić ją może w jednej chwili. Jeden tendencyjny wpis w blogu może spowodować, że smrodek rozniesie się po Internecie i zniszczy reputację publicysty jako osoby wyrażającej niezależne opinie. Wszelkie treści o charakterze reklamowym powinny być wyraźnie widoczne i uzasadnione - przykładowo, gdy sam umieszczam metki webmasterskich książek z Helionu, są one pozbawione achów i ochów, a zawierają jedynie suche fakty. Dochód z podpiętego pod nie programu partnerskiego jest na tyle nikły (poniżej 100 zł miesięcznie), że celem takich notek jest informacja o publikacjach, a nie reklama. Zresztą wieloletniego "pożycia" z Helionem wcale nie ukrywam - od ponad sześciu lat goszczą przecież mój kurs webmasterski i jego popularność wynika między innymi z ich starań marketingowych; sam miałbym trudności z uzyskaniem pół miliona odsłon miesięcznie. Jawnie promuję też wydawany przez nich bezpłatny magazyn internetowy. Odmawiam za to stanowczo (zdarzyło się to już kilkakrotnie ze strony paru firm) pisania na zamówienie w zamian za jakieś profity, choćby promocję mojego bloga. Informacja, owszem, peany są wykluczone, chyba że płynące z autentycznego przekonania. Podobnie, reklama AdSense czy jakakolwiek inna w wielu polskich blogach, jest na tyle wyróżniona, że nie ma tu podstaw do podejrzeń. Rodzą się one wtedy, gdy zaciera się różnica między reklamą a publicystyką (nieoznaczony advertorial, dość częsty gość w prasie). Jedna wpadka, a pod znakiem zapytania zostanie postawiona cała dotychczasowa działalność blogera. Ludzie stosujący marketing wirusowy posługują się często sprytnymi sztuczkami, ale jestem osobiście przekonany, że internauci są zbyt inteligentni, aby nie dostrzec fałszu. Gdy następnego dnia po wejściu produktu na rynek dwadzieścia różnych osób zacznie go nachalnie zachwalać, od razu zapala mi się czerwone światełko, a efekt jest odwrotny od zamierzonego. Czy viralem jest filmik z bydgoskiego Media Markt, który umieściłem tu ostatnio - jak twierdzi jeden z komentatorów? Jeśli tak, to bardzo przewrotny, bo można go rozumieć na różne sposoby. Osobiście uważam, że nie. Jak widać, zasady działania są tu proste, jeśli tylko zależy nam na cudzej opinii. Twarz jest warta więcej niż pieniądze. sobota, 26 kwietnia 2008, prwimmer
TrackBack
Komentarze
2008/04/27 09:09:55
Skoro to nieuczciwa konkurencja, pewnie by się przydało - tak wychowawczo.
2008/04/27 11:31:11
Pamiętam, jak około roku temu, taką chamską propozycję złożono redaktorom serwisu dobreprogramy.pl/. Składający propozycje chciał się dorobić na sprzedaży OpenSource, i liczył na tekst pochwalny jego witryny, oferując w zamian profity. Redaktorzy opisali ten precedens, przez co całe przedsięwzięcie (mam nadzieję) diabli wzięli.
2008/04/27 15:56:51
Tak trochę a'propos - w sobotniej GW artykuł o Stalinie - prof. Jonathan Brent: "Gdyby Stalin urodził się w USA, to zamiast stać się największym masowym mordercą w dziejach Europy, mógłby zostać najbogatszym menedżerem w dziejach przemysłu reklamowego". Widać w reklamie przydatne są specyficzne predyspozycje...
|
Zastanawiam się, czy nie nagłośnić kilku tego typu przypadków.